2013/02/03

Część 42.

- No wsadź ją do tego samochodu.-  powiedział zdenerwowany Liam.
- Nie ma miejsca. – rzekł Harry nadal trzymający Molly na rękach.
- Nie ma wyjścia. Do bagażnika ją! – krzyknął Zayn i otworzył klapę tyłu samochodu.
- Przecież tam są walizki. – Niall walnął mulata w głowę.
- Położy się ją na bagażach, dalej Harry! – Louis popchnął go trochę.
Styles niepewnie uczynił prośbę. Malik zamknął bagażnik i reszta wsiadła do samochodu.
- Będzie zachwycona. – uśmiechnął się Horan.

~*~
- Gdzie wy mnie wywieźliście?! – krzyczałam na nich wściekła. – Dlaczego nie mogłam sobie znaleźć normalnych przyjaciół, tylko taka banda kretynów. -  w przypływie złości strąciłam szklankę ze stołu.
- Molly, spokojnie. – Louis starał się opanować sytuację.
- Wywieźliście mnie nawet nie mam pojęcia gdzie, a teraz każecie być spokojną? – poczułam że kręci mi się w głowie, coraz bardziej się chwieję.
Tomlinson szybko mnie złapał i posadził na kanapie.
- Przepraszamy, ale pomyśleliśmy że taki wyjazd w góry dobrze nam zrobi. Już, nie powinnaś się denerwować. – Zayn klęknął przede mną.
- Jesteście okropni. – burknęłam opierając głowę.
- Tak, wiem że nas kochasz. – uśmiechnął się Niall i ruszył w stronę kuchni.
- Ile tu będziemy? – zapytałam .
- Tydzień, zero reporterów którzy obserwują każdy nasz ruch. Po prostu raj. – Malik opadł obok mnie na kanapę i włączył TV.
- Nie mamy innej opcji, aby wrócić wcześniej? –spojrzałam na niego.
- W żadnym wypadku. Zobaczysz, będzie świetnie. – pstryknął mnie w nos i wrócił do oglądania jakiejś hiszpańskiej telenoweli.
Postanowiłam zwiedzić domek, w którym się zatrzymaliśmy. Były tu trzy sypialnie trzy-osobowe.  Świetnie, znowu będę musiała wybierać. Wyjrzałam przez okno, wysokie zasypane śniegiem góry. Uśmiechnęłam się, nagle poczułam że ktoś kładzie ręce na mojej talii. Wystraszona krzyknęłam i odwróciłam się. Niall spojrzał na mnie dziwnie.
- Jejku, przecież to tylko ja. Co powiesz na spacer? – zaproponował.
- Wystraszyłeś mnie.. pewnie możemy iść. – posłałam mu lekki uśmiech.
Zeszłam na dół gdzie siedziała reszta.
- Zayn czemu płaczesz? – usiadłam obok niego.
- Margarita zdradziła Diego. Jak ona mogła? – szlochał w moich ramionach.
- Już dobrze, skończ oglądać te telenowele. Psują ci psychikę. – pocałowałam go w czoło i poszłam się ubierać.
- Tylko załóżcie coś ciepłego, jest dość zimno. – polecił nam Liam opiekuńczym tonem.
- Jak będzie jej zimno, to ją rozgrzeję. Prawda Molly? – przytulił mnie od tyłu i pocałował w policzek.
- Idźcie już lepiej. – reszta chłopaków posłała mu wrogie spojrzenia.
Blondyn złapał moją dłoń po czym wyszliśmy z domu. Przechadzaliśmy się tak drogą, wspominając dzieciństwo.
- Molly, obiecałem chłopakom że powiem ci to w końcu.. to dla nas wszystkich bardzo ciężkie ale..- blondyn zaczął się jąkać.
- Kochanie, o co chodzi? – mocniej ścisnęłam w jego dłoń.
Chłopak jedynie spojrzał w moje oczy, widziałam jak po jego policzkach spływają pojedyncze łzy.

Część 41.

Po cichu weszłam do domu, myślałam że nie usłyszą. Jednak po chwili przy mnie stał zdenerwowany Harry.
- Dlaczego.. – szepnął.
- O co ci chodzi. – spojrzałam w jego smutne oczy.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś.  –szybko się do mnie przytulił.- Dlaczego nam nie powiedziałaś że jakiś chłopak cię zgwałcił. – poczułam że moja koszulka robi się mokra.
- Skąd wiesz? – zapytałam po cichu.
- Przyszły twoje wyniki badań. Nie mówiłem jeszcze chłopakom.
- To dobrze, nikomu nie mów. – odsunęłam się od niego i chciałam iść na górę, ale złapał moją dłoń.
- Molly, tak bardzo mi przykro. – mówił ocierając łzy.
- Nie chcę litości, daruj sobie. – szybko wbiegłam po schodach i zamknęłam się w swoim pokoju.
Dobijał się do moich drzwi, wiedziałam że nie odpuści. Wstałam, przekręciłam kluczyk i wróciłam do łóżka.
- Kochanie.. – klęknął przede mną.
- To.. było coś strasznego. Tak bardzo bolało. – przytuliłam się do przyjaciela płacząc. - Cicho, jestem przy tobie. Nic ci nie grozi. – gładził mnie delikatnie po włosach.
Harry obiecał, że nie powie reszcie. Posłałam mu delikatny uśmiech. Rozmawialiśmy do późnej godziny, leżąc na łóżku. Można powiedzieć, że trochę poprawiliśmy swoje relacje, które w ostatnim czasie nie były najlepsze. Ponieważ wciąż nie mogłam usnąć, Styles przyniósł mi jakieś tabletki. Dzięki nim pół godziny później spałam w najlepsze. Harry cały czas siedział przy mnie, gładząc po włosach i trzymając moją dłoń. W końcu zszedł na dół gdzie siedziała reszta.
- I co z nią?– zapytał Niall.
- Śpi. – Harry spojrzał z uśmiechem na blondyna.
- Ale wiesz co się dokładniej stało? – dopytywał Zayn.
- Myślę, że powie wam w swoim czasie o tym. – usiadł obok Louisa na kanapie.
- Czyli możemy zaczynać. – Liam uśmiechnął się do reszty.

~*~
- Ile dałeś jej tych tabletek? – Horan po cichu otworzył drzwi do pokoju Molly.
- Wystarczająco dużo. Wchodź szybciej. – Loczek popchnął chłopaka.
Oboje rozejrzeli się po pomieszczeniu. Blondynka leżała pogrążona we śnie. Horan pakował jej ubrania.
- Mam nadzieję że nie będziesz nam miała tego za złe. – szepnął brunet siedzący na brzegu jej łóżka.
- Okej, chyba mam wszystko. Dawaj, chłopaki czekają. – blondyn pośpieszył przyjaciela.
- Idziemy. – Harry wziął dziewczynę na ręce, po czym oboje skierowali się do korytarza na dole, gdzie czekali pozostali chłopcy.

2013/02/02

Część 40.

- Ona żyje! – Harry jako pierwszy wybiegł z samochodu.
Na środku drogi leżała nieprzytomna Molly, od razu pobiegł do niej i wziął na ręce. Reszta chłopców przyglądała się temu wszystkiemu z przerażeniem. Styles wsadził ją do samochodu i jak najszybciej pojechali w stronę szpitala.

~*~
- To nasza wina- szepnął Zayn siedzący na szpitalnym krześle.
-Będzie dobrze- Liam dotknął jego ramienia.
- Ona ledwo co przeżyła! Mogliśmy ją stracić. – z jego oczu popłynęły łzy, spojrzał na śpiącą dziewczynę.
Nagle Molly zaczęła otwierać oczy, cała piątka stanęła przy łóżku i wpatrywała się w nią. Kiedy ich zobaczyła, zaczęła płakać.
- Wyjdźcie stąd. Proszę. – powiedziała cicho.
- Ale Molly.. – Niall złapał jej rękę.
- Powiedziałam coś. – schowała głowę pod kołdrę.
Zrezygnowani chłopcy zaczęli wychodzić z Sali.
- Molly.. – powiedział Liam gdy reszta wyszła.
- Co chcesz? – blondynka wyjrzała zza kołdry.
- Pewien ktoś się za tobą bardzo stęsknił. – z koszyka wyciągnął małego kotka.
- Lucky! – krzyknęła i przytuliła się do zwierzaka. – Dziękuję – uśmiechnęła się do bruneta.
- Pójdę już, nie będę przeszkadzał. – powiedział i wyszedł w pomieszczenia.

~*~
Po kilku dniach wypuścili mnie ze szpitala, postanowiłam wrócić do domu chłopaków. Jak dotąd żaden z nich nie wie o tym że mnie zgwałcono. I nie chcę im o tym mówić. Tak będzie lepiej.

~*~ Niall ~*~
Z Molly dzieje się coś złego, nie możemy nic z tym zrobić. Kiedy któryś z nas chce ją przytulić, ona ucieka. Nawet gdy lekko dotknie się jej ramienia widzimy że czuje się niepewnie. Nie ufa nam, to mnie najbardziej dobija. Przeżyła tyle strasznych rzeczy. Nie mogę jej stracić, jest dla mnie najważniejsza. Wciąż zastanawiam co takiego się stało, że znaleźliśmy ją nieprzytomną. Nie chce z nami rozmawiać, najwięcej czasu spędza w swoim pokoju. Martwię się.

~*~
Minęło kilka dni, z chłopakami prawie w ogóle nie rozmawiam. Co nocy mam przed oczami jego śmiejącą się twarz, gdy zbliżał się do mnie. Ten wewnętrzny ból nie daje mi spokoju. Chciałabym umrzeć, ale nie mogę. Nie mogłabym patrzeć na smutne twarze moich przyjaciół, to oni są dla mnie wszystkim. Jest sobotnie popołudnie, początek lutego. Założyłam ciepły sweter, spodnie, i po cichu zeszłam na dół.
- Dokąd idziesz? – zapytał Louis.
- Nie ważne, wrócę za jakiś czas. – Spojrzałam na ich zmartwione twarze, założyłam buty, kurtkę i wyszłam z domu.
Po krótkim czasie dotarłam na cmentarz. Usiadłam przed nagrobkiem rodziców, czytając kilka razy tekst wyryty tam. Łzy spływały mimowolnie po moich policzkach.
- Mamo, tato.. tęsknię za wami. Nawet nie wiecie jak mi ciężko. – szepnęłam biorąc głowę w górę.
Po chwili zadzwonił do mnie telefon.
- Tak słucham? – powiedziałam ścierając łzy.
- Molly, wracaj do domu. Natychmiast. – Harry brzmiał nadzwyczaj poważnie.
- O co chodzi? – zapytałam.
- Musimy sobie coś wyjaśnić. Widzę cię za chwilę w domu. Bez żadnego ale. – szybko się rozłączył.
Zdziwiona posiedziałam jeszcze chwilę, po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu

Część 39.

- Odejdź! Nie zbliżaj się do mnie. – krzyknęłam przerażona.
Chłopak złapał mnie za ramiona i przycisnął do drzewa. 
- Nie stawiaj się tak. – szepnął mając twarz przy mojej szyi.
- Puść mnie! – w przypływie złości kopnęłam go z całej siły w krocze.
Brunet krzyknął z bólu i klęknął na ziemi, dzięki czemu mogłam uciec. Tylko pytanie, dokąd biec? Nie miałam dużo czasu, więc po prostu ruszyłam przed siebie. Nie zważając na zimno omijałam drzewa, krzaki.
- Kochanie, gdzie jesteś? Nie uciekniesz mi! – krzyczał, musiał być niedaleko mnie.
W pewnym momencie nie zauważając korzenia wystającego ze śniegu, potknęłam się. Przejechałam ręką po nodze, była cała we krwi.
- Tu jesteś. – zauważyłam ciemną postać przede mną.
Chłopak szybko podniósł mnie z ziemi i zaciągnął w głąb lasu. Krzyczałam najgłośniej jak mogłam, na co on jedynie się śmiał. W końcu, nikt nie mógł mi pomóc.

*Następny dzień, Louis*
Tak bardzo się o nią martwię, razem z chłopakami nie mogliśmy spać. Zachowaliśmy się nieodpowiedzialnie, idąc do tej kawiarni. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Ponieważ reszta siedziała w swoich pokojach, ruszyłem aby otworzyć. Moim oczom ukazał się jeden z braci Molly.
- Cześć, przepraszam że tak wcześnie ale.. nie ma u was Molly? – zapytał niepewnie.
- Od wczoraj nie pojawiła się. Myślałem że jest u was. – spojrzałem na niego podejrzliwie.
- No bo była.. wczoraj poszliśmy na imprezę i nie mam pojęcia gdzie jest. – ostatnie słowa wypowiedział szeptem.
- Jak to nie wiesz gdzie jest?!  - czułem jak w moim ciele zaczyna pojawiać się złość.
- No, siedzieliśmy przy barze. Nie pamiętam co było potem.
- Ty… -  powiedział bym kilka słów za dużo gdyby nie Harry który zszedł na dół.
- Czego tu. – warknął Styles.
- Molly zniknęła. – powiedziałem cicho w jego stronę.

~*~
- Przeszukaj jeszcze raz za klubem! – krzyknął Liam w stronę Zayna.
Mulat od razu pobiegł w tamtym kierunku.
- Jeżeli jej coś się stało..- Harry podszedł i złapał Jacka za koszulę. – Pożałujesz. – spojrzał w jego oczy i puścił go, odchodząc.
- Chłopaki! Szybko! – krzyknął Zayn.
Od razu pobiegli do niego. Zauważyli go skaczącego i wymachującego telefonem przed ich zdziwionymi twarzami.
~*~
Ból przeszywał co chwilę moje ciało. Zaczynałam otwierać oczy. Leżałam na śniegu, w jakimś lesie. Moja sukienka była rozdarta, na nodze rana i zaschnięta krew. Powoli wracały do mnie wspomnienia z nocy. Dyskoteka, taniec z tym chłopakiem, mój krzyk, jego śmiech. Zadrżałam z przerażenia oraz zimna. Powoli wstałam z ziemi i zastanawiałam się dokąd iść. Co chwila opierałam się o drzewo, aby nie upaść.

Minęło chyba kilka dobrych godzin, a ja nadal błądzę wśród drzew. Dokąd zmierzać? Nagle usłyszałam warkot samochodu, ruszyłam w tamtą stronę. Moim oczom ukazała się pusta droga oraz znak z napisem „Londyn 3km”

~*~
- Ona żyje, ona żyje. – Harry siedział z podkulonymi nogami i kołysał się na siedzeniu.
- Spokojnie. – Lou dotknął jego ramienia.
- Jeździmy już jakieś 3 godziny a jej nadal nie ma. To bez sensu. – dodał Niall za kierownicą.
-  Ona żyje, prawda? – Styles nie dawał za wygraną.
- Harry! – krzyknęła cała czwórka.
- ZATRZYMAJ SAMOCHÓD! – krzyknął nagle przerażony mulat.

Część 38.

- Ej, Molly. Dokąd jedziesz? – do pokoju weszli także Harry i Liam.
- Jak najdalej od was, nie rozumiem jak mogliście zrobić mi coś takiego. – powiedziałam domykając walizkę.
- Chyba nie myślisz że pozwolę ci wyprowadzić się z tego domu! – mówił Niall usiłując dotknąć mojego ramienia.
- Zostaw  mnie! Czy wy mnie macie za swoją własność? Nie potrzebuję nianiek, tylko przyjaciół. – podeszłam do drzwi. – Dajcie mi przejść. – powiedziałam cicho gdy cała piątka stanęła przede mną.
- Nie zmienicie mojej decyzji. – spojrzałam na nich wściekła.
- Dokąd chcesz iść?! Przecież nie masz nikogo poza nami w Londynie! – krzyknął Niall.
- Owszem mam, ale przez was mogę stracić także i ich. – w końcu udało mi się wyjść z domu.
Słyszałam jak Harry krzyczy abym wróciła. Odwróciłam się i zobaczyłam jego załzawioną twarz.
- Żegnaj. – szepnęłam lekko się uśmiechając.
Wsiadłam to taksówki i zadzwoniłam do Jacka. Od razu zgodził się abym z nim zamieszkała. Podał mi adres i za chwilę stałam pod drzwiami jego mieszkania. Otworzył mi uśmiechnięty.
- Może powiesz mi kim byli ci chłopcy w kawiarni? – zapytał gdy usiedliśmy razem w kuchni.
- Przyjaciele... – spuściłam wzrok.
- Widzę, że bardzo się o ciebie troszczą. – powiedział Jack.
- Taa. – odpowiedziałam ponuro.
- Ale co my będziemy tak siedzieć w domu, co powiesz na imprezę? – usiłował mnie rozbawić.
- Tak! Tego mi trzeba, zaszaleć. -  posłałam mu uśmiech, odpowiedział tym samym gestem.
Szybko poszłam się przebrać. Założyłam jakąś sukienkę, poprawiłam makijaż i byłam gotowa. Przy drzwiach stał już blondyn. Złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę klubu. Gdy weszliśmy od razu do moich nozdrzy dotarł zapach alkoholu pomieszany z potem i dymem papierosów. Usiedliśmy przy ladzie i zamówiliśmy napoje. Nie minęła godzina gdy do mojego brata przysiadła się dość sympatyczna brunetka. Nim się obejrzałam ich już nie było. Wypiłam kolejny kieliszek i pobiegłam na parkiet. Widziałam te wszystkie męskie oczy zwrócone w moją stronę. Podszedł do mnie bardzo przystojny chłopak. Zapytał, czy zatańczymy. W głowie szumiały mi jedynie procenty, zgodziłam się od razu. Kiedy tak tańczyliśmy mężczyzna zaczął dotykać moich pośladków, piersi. Krzyknęłam, aby przestał lecz nie reagował. Kiedy zaczęłam się wyrywać on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przez zaplecze wyszliśmy z klubu. Zaczął się do mnie dobierać. Z moich oczu leciały łzy, błagałam aby przestał. Kiedy zaczął dzwonić mi telefon, on zabrał mi go i wyrzucił za siebie.
- Nie przesadzaj, taka ślicznotka jak ty pewnie chce się zabawić. – złapał mnie w talii.
- Puść mnie idioto! – krzyczałam gdy wziął mnie na ręce i zaczął nieść.
Wsadził mnie do jakiegoś samochodu, dzięki bogu nie był pijany. Po raz kolejny zaczęłam się wydzierać o pomoc, niestety nikt nie mógł mnie usłyszeć. Odpali samochód i z piskiem opon odjechał. Schowałam twarz w dłoniach, z nadzieją że ten koszmar zaraz się skończy. Zatrzymał się w jakimś lesie, siłą wyciągnął z samochodu.
- A teraz się zabawimy.. –powiedział pewny siebie zbliżając się do mnie.

Część 37.

- No więc.. – zaczął niepewnie loczek. – Rozumiem, że każdy z was czuje coś do Molly. – spojrzał na swoich przyjaciół.
- Um, idę spać. Cześć. – speszony Liam wyszedł z pokoju.
- Telefon dzwoni, odbiorę! – Louis pobiegł za Liamem.
- Ee, tak musimy rano wstać. Tobie też radzę się położyć Harry. – Niall i Zayn wstali razem z kanapy.
- Jesteście tacy dojrzali! – krzyknął z sarkazmem loczek.
Zmęczony posiedział chwilę w fotelu, po czym ruszył w stronę swojego pokoju. W międzyczasie zatrzymał się przed lustrem.
- Jesteś taki męski, nie ma piękniejszego od ciebie. Zobaczysz uda ci się. Molly będzie twoja. – mówił sam do siebie z wyższością w głosie, przeglądając się.
- Harry Styles spać! Co ty tam wyrabiasz?– krzyknął zdenerwowany Liam.
- Eee, idę no! – burknął wyrwany z transu loczek.
Zaczął iść dalej, ale zatrzymał się pod pokojem dziewczyny. Delikatnie otworzył drzwi i wychylił głowę. Zauważył ją pogrążoną we śnie. Po cichu doszedł do łóżka i klęknął przy niej.
- Kocham cię. – szepnął i pocałował ją w czoło.
Zauważył że na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

~*~
- Molly śniadanie! No wstawaj śpiochu!– krzyknął ktoś stojący nade mną.
W odpowiedzi naciągnęłam sobie kołdrę na głowę, wyciągając rękę aby pokazać nieproszonemu gościowi środkowy palec. Niestety chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Oboje wylądowaliśmy na podłodze.  Leżał pod kołdrą która spadła razem za nami. Odsłoniłam kawałek i ujrzałam uśmiechniętego Nialla.
- Zaraz nam wszystko zjedzą! – pociągnął mnie za sobą i pobiegliśmy na dół.
- Molly! – krzyknęli uradowani Liam i Lou.
- Cześć chłopaki. – przytuliłam się do nich po kolei.
- Brakowało mi takiej ciebie. – szepnął Payne.
Uśmiechnęłam się do niego, nagle zadzwonił mój telefon.
- Molly, tu Mark. – usłyszałam głos w słuchawce. – Jesteś? – zapytał gdy nie odpowiadałam.
- Słucham? A, tak. Coś się stało? -  powiedziałam spokojnie.
- Ja i Jack chcielibyśmy się z tobą spotkać. – mówił z nadzieją.
- Pewnie, to gdzie i kiedy? – chłopcy spojrzeli na mnie lekko zdziwieni.
- Za 40 minut w parku.  Czekamy. – rozłączył się.
- Masz zamiar iść? Nie wiem, dopiero co sobie wszystko przypomniałaś. Zostań w domu.  – Louis patrzył na mnie opiekuńczym wzrokiem.
- Nic mi nie będzie. – uśmiechnęłam się i wzięłam kanapkę leżącą na stole.
Pobiegłam wziąć szybki prysznic i przebrać się. Kiedy zbiegałam po schodach przede mną stanął Zayn.
- Nie chcę abyś sama szła. – obrzucił mnie zdenerwowanym wzrokiem.
- Nie potrzebuję niańki, więc daruj sobie. – pocałowałam go w policzek i wyszłam z domu.
Pośpiesznym krokiem ruszyłam w stronę parku.
- Tutaj! – odwróciłam się i ujrzałam dwóch chłopaków podchodzących do mnie.
- Miło was widzieć. – posłałam im promienny uśmiech.
- Cieszę się, że masz lepszy humor niż ostatnio. – powiedział Jack.
- Ale jak to.. – spojrzałam na nich.
- Nie ważne. Postanowiliśmy zacieśnić więzi rodzinne. Co powiesz na kawę? – wtrącił się Mark.
- Pewnie, chodźmy. – złapałam obu pod ramię i ruszyliśmy przed siebie. Zatrzymaliśmy się przy jednej z kawiarni, weszliśmy do niej i zajęliśmy swoje miejsca. Wypytywali się mnie o wszystko, o rodziców, o moje dotychczasowe życie. Odpowiadałam na każde zadane przez nich pytanie z uśmiechem.
- Przepraszam, muszę do łazienki. – powiedziałam i udałam się w stronę toalet.
Kiedy myłam już ręce, po raz kolejny dostałam silnego bólu głowy. Oparłam ręce o umywalkę i głośno oddychałam. Ustąpił po chwili. Szybko przemyłam twarz wodą i wyszłam z pomieszczenia. To co zobaczyłam zdziwiło mnie. Razem z moimi braćmi siedziało całe 1D.  Przyjaciele krzyczeli coś do nich, a Mark i Jack siedzieli zdziwieni.
- I macie do niej więcej nie dzwonić, rozumiecie? – mówił wściekły Niall.
- Zapomnijcie o niej najlepiej. – dokończył Harry.
- Co wy wyprawiacie?! – krzyknęłam, a chłopcy odwrócili się w moją stronę.
- Molly, to nie tak.. – Liam próbował załagodzić sytuację.
-  Nienawidzę was. – szepnęłam i wybiegłam z budynku.
Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu. Od razu skierowałam się do swojego pokoju i wyciągnęłam wielką walizkę. Za chwilę słyszałam jak reszta wbiega do domu. Pierwszy w moich drzwiach pojawił się Niall ze łzami w oczach.
- Zrozum nas. – powiedział podchodząc do mnie.
- Przecież oni to moja rodzina! Nie potrafię was zrozumieć. Wyprowadzam się. – powiedziałam nawet nie odwracając się do niego.

Część 36.

- Lou, o co chodzi? – zapytał Zayn przerywając pocałunek.
- Zayn, do salonu. Teraz. – wycedził przez zęby.
Chłopcy zeszli na dół do salonu, kazali mi zostać. Jednak po chwili obserwowałam co się dzieje siedząc na schodach.
- Co ty sobie wyobrażasz? – krzyczał chłopak w bluzce w paski.
- Próbuję odzyskać dziewczynę którą kocham! – Malik spojrzał na niego wściekły.
- Nie ty jedyny ją kochasz! – do rozmowy dołączył się Horan.
 -  Niall ma rację. – przytaknęli chłopak w lokach i brunet w koszuli w kratę.
- Chcecie powiedzieć że cała wasza czwórka zakochała się w mojej dziewczynie?! – mulat chodził po pokoju jak nakręcony.
- Louis… ty też? – loczek spojrzał na niego zdziwiony.
- Ja.. ten no.. chyba ją kocham. – powiedział cicho.
- Mamy przejebane. – podsumował chłopak w koszuli w kratkę.
Byłam w szoku.. Niall, mój przyjaciel z dzieciństwa mnie kocha? Tamta pozostała trójka też? To jest chore. Oparłam się o ścianę i zaczęłam głośno oddychać. Nagle dostałam cholernie silnego bólu głowy. Uczucie jakby rozsadzało mi ją od środka. W myślach przelatywały mi najróżniejsze wspomnienia, zabawy z dzieciństwa z Niallem, początki związku z Zaynem, pocałunek z chłopakiem w lokach.. Leżałam na dywanie i krzyczałam zalewając się łzami. Miałam wrażenie, że zaraz umrę. Ból co chwila nasilał się, tak jak obrazy które miałam przed oczami.  Mała dziewczynka trzymająca dłonie swoich uśmiechniętych rodziców, przesłuchania na policji, pogrzeb mamy i taty. Widok uśmiechniętego chłopaka w lokach, pocałunek w parku chłopakiem w koszuli, dwóch identycznych chłopaków patrzących na mnie, bieganie pijanej po plaży. Słyszałam krzyki chłopaków nade mną, ale nie mogłam otworzyć oczu. Człowiek trzymający pistolet przy skroni loczka.. znak z napisem „koniec drogi” oraz moje zakrwawione ciało. Czułam, że odchodzę. Aż nagle, wszystko ustało. Ból zniknął, poczułam się.. normalnie. Otworzyłam oczy i ujrzałam przerażonego Harrego trzymającego moją dłoń.
- Co się stało? Wszystko dobrze? – dotknęłam policzka bruneta.
- Molly, pamiętasz mnie? – patrzył na mnie płacząc.
-  Harry, co się stało? – z trudem usiadłam opierając się o ścianę.
- Miesiąc temu miałaś wypadek, podczas którego straciłaś pamięć. Wiesz, kim jesteśmy? – Liam przybliżył się do mnie.
- Wypadek? Alex… co z nim? – spojrzałam na nich.
- On, nie żyje. Zmarł w drodze do szpitala.. – Louis przytulił się do mnie.
- Czyli już więcej nic mi nie zrobi. – szepnęłam.
- Jesteś bezpieczna. Dobrze, że sobie przypomniałaś. – uśmiechnął się do mnie.
Harry i pomógł mi wstać z podłogi oraz zaprowadził do mojego pokoju. Byłam strasznie zmęczona, wciąż bolała mnie głowa. Szybko przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka.
- Za dużo wrażeń, odpocznij aniołku.- Harry pocałował mnie w czoło, poprawił kołdrę i wyszedł.

Zdenerwowany Styles zbiegł po schodach do dużego pokoju gdzie siedzieli jego przyjaciele.
- Myślę, że czeka nas poważna rozmowa, dotyczącą Molly. – spojrzał na nich, chłopcy przytaknęli twierdząco głową.  – Raczej nie będzie ona należała do najprzyjemniejszych. – dorzucił szeptem, aby nie usłyszeli.